Jak już wspomniałam - przedwczesne, sobotnie skócenie trasy związane z potrzebą rozpalenia ogniska nadrobiliśmy z nawiązką w niedzielę. Stało się to właśnie dzięki odcinkowi Leśnica - Wysoki Wierch. To tutaj zastał nas najpierw mrok, a potem ciemna noc. Oczywiście zrządzeniem losu, noc nie była bezchmurna, a księżyc nie oświetlał nam drogi i dzięki temu odcinek nieoznakowany żadnym szlakiem pokonywalismy (oczywiście) już zupełnie po ciemku przy akompaniamencie solówek w stylu: "ja nie ufam takim ścieżkom na mapach...wiem na jakiej podstawie sam(a) takie kwalifikuję i oznaczam".

(uwaga: spokojnie, byliśmy przygotowani i mieliśmy czołówki, ale to kompletnie burzy dramaturgię narracji, więc piszę o tym kursywą).
Pieniny grudzien 2008
    Od autora: też im nie ufam... bo też rysuję ścieżki na takich mapach. Czasem mam spory kłopot, jeśli ktoś uprze się, że gdzieś tam jest ścieżka i koniec. Nie ważne, że ścieżka w żaden sposób nie kwalifikuje się do bycia ścieżką i że do piątego pokolenia wstecz nic ze ścieżką nie miała wspólnego. Przy takich ścieżkach ludzie zwykle upierają się najbardziej. Chyba podświadomie wyczuwają niepowtarzalną szansę stworzenia problemu i ścieżka staje się obiektem, bez którego mapa nigdy nie zostanie przyjęta do akceptacji. W takiej sytuacji zaciskam zęby, rysuję i oczyma duszy mojej widzę tłumy zagubionych wędrowców,   którzy   dali   się nabrać na istnienie ścieżki narysowanej przeze mnie w ramach

Czarna godzina
Ostatnie łyki herbaty przed odnalezieniem szlaku (fot. Irek).
(herbata się skończyła, trzeba było zabrać się za szukanie)



kompromisu między wyobraźnią a poczuciem przyzwoitości... Myślę, że powinien istnieć jakiś symbol (przewidziany w instrukcjach i wytycznych) dla obiektu uwzględnionego przy redakcji map wyłącznie dla żartu. Może różowy balonik w prawym górnym rogu symbolu podstawowego? To zaoszczędziłoby wiele czasu...

kliknij i wróć str 1    2    3    4    5    6    7    8    9    10 kliknij i czytnij